Najnowsza recenzja:
2014-09-04
PaulaK [30]
Ktoś mógłby powiedzieć, że nie ma nic prostszego, niż napisać książkę dla dzieci. Może i tak, ale stworzyć taką, która nie tylko zapewni niesamowitą frajdę, ale też przekaże określone wartości, jest już sztuką. Magdalena Witkiewicz opanowała ją do perfekcji. Ponowne spotkanie z bohaterami znanymi z „Lilki i spółki” jest gwarancją doskonałej rozrywki zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. Ja mogę ją oceniać tylko z perspektywy osoby dorosłej, ale zaręczam, że doświadczyłam przedniej zabawy. Kolejny raz najbardziej rozbrajały mnie komentarze i przemyślenia Lilki – i nie tylko te, które wywoływały wybuchy śmiechu, ale też te poważniejsze, bo Lila jest naprawdę mądrą dziewczynką; rozkręca się też Matewka. Podobało mi się, jak mali Witkowscy próbowali rozróżnić Stasia albo Antosia; niczego sobie był też wątek z Albertem.

Z książeczki tej przebija również miłość pisarki do Kaszub. Widoczne jest to nie tylko przy okazji tych panów, z powodu których dzieciom na horyzoncie jawi się nawet więzienie - bo jak inaczej może się skończyć udział w aferze korupcyjnej - ale też w sięgnięciu do legend. Ich przekład na scenariusz naprawdę robi wrażenie.

Baczna obserwacja rzeczywistości wokół autorki i talent do wczucia się w tok myślenia małego dziecka powodują, że „Lilka...” jest bliska codzienności, a Magdalena Witkiewicz udowadnia, że wcale nie trzeba sięgać po nie wiadomo jak wymyślne środki wyrazu, by utrzymać na wysokim poziomie uwagę czytelnika w każdym wieku. Ta zwyczajność i naturalność jest cechą charakterystyczną i znakiem rozpoznawczym twórczości pani Witkiewicz, która z książki na książkę zyskuje. Dla mnie jest to absolutny top.