Najnowsza recenzja:
2013-11-20
juliaorzech [2]
Reginalda Kozłowska – to nietuzinkowa osóbka. Ciekawska, kochająca pakować się w kłopoty dziewczyna, od której wszyscy uciekają gdzie pieprz rośnie. Ale cóż się dziwić. Ona działa jak tajfun, zanim pomyśli – już zrobi, a skutki bywają opłakane. Przykłady? Kabriolet umyty na myjni – zwykłej myjni dodam, spalony domek letniskowy, wyrąbana ściana w pokoju, dziura pod prysznicem skutkująca szybką wycieczką do piwnicy i wiele, wiele innych rzeczy, wśród których próba otrucia posiłkiem z piekła rodem to nic takiego… Z początku Regi wydaje się bardzo ciekawą kobietą, dosyć ładną, mądrą, wygadaną… niestety pozory mylą. Boleśnie przekonał się o tym Rafał, do którego Regi zawitała na trzy długie miesiące w celu napisania książki. Czysty przypadek: mama Regi postanowiła zorganizować jej wakacje, a że akurat była żona Rafała postanowiła zagrać mu na nosie i wynająć pokoje w jego domu letnikom – los połączył niefortunnie tych dwoje i rozpętał lawinę nieprawdopodobnych zdarzeń. Uwierzcie, mało kto jest w stanie wytrzymać pechowe przypadki Regi, a już na pewno nie mieszkańcy małej Dębogóry.
Książka Iwony Banach jest irytująco wciągająca, tak jak jej główna bohaterka Regi. Nie można jej czytać między gotowaniem zupy, a smażeniem schabowego, bo w rezultacie mąż zje na obiad zamawianą pizzę. Szczęśliwy pech nie daje wytchnienia aż do ostatniej strony. Przede wszystkim wzbudza wiele skrajnych emocji. Autorce nie można odmówić wspaniałego poczucia humoru, które przekazała swoim bohaterom. Niekontrolowane wybuchy śmiechu czytelnik ma zagwarantowane. Zdarzało mi się raz wpaść w „lekkie” rozdrażnienie, spowodowane postępowaniem Regi. Szczęśliwy pech jest jak jego główna bohaterka – istny tajfun. Ciągle coś się dzieje, nie ma mowy o chwili wytchnienia – nie przy Regi. Jest zabawnie, czasem tragicznie i strasznie.