Najnowsza recenzja:
2014-07-31
PaulaK [30]
Jak ja kocham takie opowieści! Majgier stworzyła pierwszorzędną sagę rodzinną, od której żal było mi się odrywać. To z jednej strony, bo z drugiej chciałam się nią delektować jak najdłużej. A skoro o delektowaniu mowa, trzeba wspomnieć, iż każdy rozdział poprzedza przepis na konkretne danie. Przeplatają się receptury na potrawy kuchni polskiej oraz włoskiej, których lepiej nie czytać, gdy jest się głodnym. Dodam jeszcze, że mogą być one świetną inspiracją do własnych kulinarnych poszukiwań i jeden z nich już nawet wypróbowałam. Zresztą także same opisy doznań, jakie stawały się udziałem klientów Gospody, gdy próbowali choćby ruskich pierogów czy placków piastowskich, powodują, że ślinka cieknie.
W książkach tego typu, czyli sagach, najbardziej cenię sobie to, że akcja rozgrywa się na określonym tle historycznym. Uwielbiam śledzić losy bohaterów w kontekście przemian dziejowych. U Majgier tego aspektu także nie brakuje. Obserwujemy więc, co się działo z Gospodą w czasie wojny i zaraz po niej; widzimy, jak w PRL-u stała się lokalem gastronomicznym, by na początku lat dziewięćdziesiątych zmagać się z rozkwitającym kapitalizmem, a jeszcze później, głównie za sprawą Michała, próbować działać zgodnie z wyznacznikami nowoczesnego zarządzania, marketingu i PR.
Dałam się zauroczyć „Stuletniej Gospodzie”. Katarzyna Majgier wypełniła swoją opowieść aromatami i smakami, które może u niejednego czytelnika wzbudzą sentyment oraz tęsknotę za sielskim dzieciństwem i tym, jak gotowała mama czy babcia; pełno tu także ludzkich historii i emocji. A znajdziecie ich całą paletę, pełną gamę – od miłości i przyjaźni, po zemstę, nienawiść i żądzę pieniądza. Mnie nie trzeba było niczego więcej.