Recenzje:
2015-10-14
anek7 [16]
Paweł Lis jest archeologiem, jego żona pracuje jako bibliotekarz, a obydwoje są entuzjastami tzw. archeologii doświadczalnej. Najprościej mówiąc, starają się w praktyce zastosować wnioski wynikające z przeprowadzanych badań i wykopalisk. Ich kwaterą główną jest grodzisko Żmijowiska położone nad rzeką Chodelką, około 16 kilometrów na południe od Kazimierza Dolnego.

"Kuchnia Słowian" składa się zasadniczo z dwóch części - teoretycznej i praktycznej. Najwięcej miejsca zajmują przepisy na potrawy i napoje, które mogli spożywać nasi praprzodkowie a sporo z nich można bez większego problemu przyrządzić we współczesnej kuchni.

Jednak tym co mnie osobiście najbardziej zaciekawiło w tej publikacji były rozważania (poparte wynikami badań archeologicznych) na temat tego jak wyglądała dieta Słowian, jakimi technologiami i przedmiotami posługiwali się przy wytwarzaniu żywności oraz jaki wpływ mogła mieć ich kuchnia na ościenne narody. Przywykło się sądzić, ze dieta Słowian była raczej dosyć uboga, jałowa, żeby nie powiedzieć mdła i niesmaczna. Tymczasem nasi przodkowie używali wielu "wspomagaczy": ziół o wyrazistym aromacie i smaku, słodkiego miodu oraz sporo soli, głównie jako substancji konserwującej żywność (stąd też nazwa naszej narodowej niedzielnej zupy - zasolone mięso trzeba było wymoczyć i tak "rozsolone" ugotować w towarzystwie warzyw).

Ogromną zaletą tej książki jest bogaty materiał fotograficzny. Oprócz zdjęć ilustrujących receptury potraw (w końcu to książka kucharska) znajdzie tu czytelnik fotografie ukazujące odtworzone warunki życia Słowian - wnętrze chat, używane przez nich narzędzia, charakterystyczne stroje czy wreszcie przepiękne otoczenie grodziska.
2015-08-11
PaulaK [30]
Hanna i Paweł Lisowie pracują w Muzeum Nadwiślańskim w Kazimierzu Dolnym, w oddziale, jakim jest Grodzisko Żmijowiska. Oboje popularyzują wiedzę archeologiczną oraz zajmują się archeologią doświadczalną. Na potrzeby niniejszej książki odtworzyli receptury blisko stu dwudziestu potraw wywodzących się ze średniowiecza. Znajdziemy wśród nich przepisy na kasze, mięsa czy napoje. I powiem Wam jedno: jak na osobę, która nie lubi gotować, nigdy bym nie przypuszczała, że z takim zachwytem będę czytała książkę, jak by na to nie patrzeć, kucharską. Że już nie wspomnę o tym, jak bardzo robiłam się miejscami głodna, tym bardziej że większość dań na załączonych zdjęciach wyglądała baaardzo apetycznie. Aż chciałoby się popróbować tych przysmaków przygotowanych przez autorów, a później samemu podjąć wyzwanie ich ugotowania. Część przepisów opatrzona jest komentarzem, jak poradzić sobie współcześnie, ale tak naprawdę mocno wierzę autorom, że aby dogłębnie poznać słowiańskie smaki, lepiej jest włożyć w to trochę więcej wysiłku i najpierw zaopatrzyć się w odpowiednie garnki, a potem rozpalić ognisko czy wykopać ziemną jamę. Warto jeszcze podkreślić, że odtworzone przez państwa Lisów potrawy były badane pod kątem ich wartości odżywczej. I okazało się, że słowiańska dieta wcale nie była tak uboga, jak by się to nam mogło wydawać.
„Kuchnię Słowian” polecam z całą mocą. Myślę, że każdy znajdzie tu coś dla siebie; nawet jeśli nie zainteresuje go warstwa historyczna, to na pewno nie przejdzie obojętnie obok receptur na średniowieczne dania. Hannie i Pawłowi Lisom należy się ogromna wdzięczność, że zechcieli uchylić furtki do swojego świata i podzielić się swoją pasją z czytelnikami. Ich pisana z polotem, pełna ciekawostek książka jest jedną z najlepszych, jakie czytałam w tym roku. I na pewno będę do niej wracać.