Najnowsza recenzja:
2013-04-04
asymaka [2]
To książka mimo wszystko optymistyczna, choć na początku mamy śmierć tytułowej cioci, chociaż mąż naszej bohaterki, Joanki, jest nieobecny, a bardzo potrzebny, wręcz niezbędny, szczególnie, iż poród się zbliża i na świecie pojawi się wkrótce jego jedyne dziecko. Dzieje się, dzieje i naprawdę przydałby się naszej przyszłej mamie ktoś bliski. Dziecko ma być chłopczykiem, Jasiem, naprawdę wszyscy tak uważają, poza jednym wyjątkiem. Jedynie ciotka Matylda jest pewna, że będzie dziewczynka, kolejna Matylda. Kto ma rację, jak myślicie?

Dzięki "Balladzie o ciotce Matyldzie" zrozumiałam, że śmierć nie musi oznaczać czegoś smutnego, ostatecznego, spojrzałam na nią z zupełnie innej strony, z innego punktu widzenia.
Joance zazdroszczę prawdziwych, szczerych przyjaciół, na których zawsze może liczyć. Ona sama jest także osobą, która nie odmawia pomocy, ma dobre serce i głowę pełną pomysłów. Początkowo bardzo samotna i zagubiona, wreszcie odnajduje swoje szczęście, radość i zaczyna rozumieć, co w jej życiu jest ważne, a co mniej istotne, co nie powinno jej zasmucać, zaprzątać jej myśli, a co warte jest uwagi. Droga ku przyszłości pełnej uśmiechu i satysfakcji jest raczej wyboista, ale dzięki temu prawdziwa, taka, jaką możemy znaleźć i w naszej szarej rzeczywistości. Z Joanką może się utożsamić wiele kobiet, odnaleźć w niej cząstkę siebie, ale też dużo możemy się od niej nauczyć, wiele zrozumieć i przede wszystkim uwierzyć w to, że może być lepiej, piękniej, ciekawiej.