Przygody dzieci z ulicy Awanturników
-30%

Przygody dzieci z ulicy Awanturników


forma wydania: książka papierowa
oprawa: twarda

ilustrator:

Ilon Wikland


tłumacze:

Maria Olszewska

,

Anna Węgleńska


rok wydania: 2017
liczba stron: 160
format: 165 x 215 mm
przedział wiekowy: 0-10
numer ISBN: 978-83-10-13118-8
 
 
cena:
36.90 zł
25.50 zł
DO KOSZYKA
Wysyłamy w 24h ?
Sposoby płatności ?
Zbiorowe wydanie dwóch książek o przygodach kapryśnej, upartej i pełnej fantazji Lotty: "Dzieci z ulicy Awanturników" oraz "Lotta z ulicy Awanturników", po raz pierwszy z kolorowymi ilustracjami Ilon Wikland.
Tatuś Lotty mówi, że zanim pojawiły się dzieci, w ich domu było całkiem spokojnie. Dopiero potem zrobił się harmider. Rzeczywiście, Lotta, Jonas i Mia-Maria potrafią narozrabiać jak mało kto! Tę bystrą trójkę i ich przygody pokocha czytelnik w każdym wieku.

Recenzje:
2017-03-14
Anna Nawrot [17]
Jonas, Mia-Maria i Lotta to rodzeństwo mieszkające wraz rodzicami w niewielkim domku usytuowanym przy ulicy Garncarzy. Jednak ich tatuś twierdzi, że dzieciaki robią taki harmider, że należałoby zmienić nazwę na ulicę Awanturników.
"Przygody dzieci z ulicy Awanturników" to zbiorowe wydanie dwóch książek Astrid Lindgren przeznaczonych dla najmłodszych, a mianowicie "Dzieci z ulicy Awanturników" oraz "Lotta z ulicy Awanturników".
Podobnie jak w innych książkach Astrid Lindgren dorośli stanowią postacie drugoplanowe. Rodzice oraz sąsiadka pani Berg raczej nie wtrącają się w zabawy dzieci, ale gdy wymaga tego potrzeba mali Nymanowie mogą na nich liczyć. Widać to szczególnie w drugiej części książki, kiedy Lotta postanawia odejść z domu i zamieszkać u pani Berg. Starsza pani bez zmrużenia oka przyjmuje czterolatkę pod swój dach, daje jej pokoik w którym dziewczynka będzie mogła zamieszkać i w żaden sposób nie namawia jej na powrót do domu - Lotta sama dochodzi do wniosku, że jednak chce wrócić do rodziców. Podobnie rodzice - dają dziewczynce swobodę (tym bardziej, że u sąsiadki nic jej nie grozi), pozwalają przeżyć pierwszy poważny bunt i samodzielnie zadecydować o swoim losie. W tym fragmencie wyraźnie uwidaczniają się poglądy samej autorki, która przez całe swoje dorosłe życie była orędowniczką tezy, że dzieciom należy się taki sam szacunek jak dorosłym. Bo dziecko to taki sam człowiek jak dorosła osoba.

Książeczka jest pięknie wydana - twarda okładka, gruby papier, kolorowe ilustracje autorstwa Ilon Wikland sprawią. że może być ozdobą niejednej dziecięcej biblioteczki.
Książka skierowana jest do dzieci w wieku 5-9 lat, a ponieważ napisana jest dosyć dużą czcionką a rozdziały są raczej krótkie może stanowić doskonałą propozycję do samodzielnej lektury dla dziecka.
2017-03-08
dominikalawicka [38]
Pewnie zauważyliście, że co jakiś czas prezentuję książki mojej ukochanej pisarki, czyli Astrid Lindgren. Właściwe szukam okazji, żeby przypominać jej twórczość i znowu taka się nadarzyła, bo spod skrzydeł "Naszej Księgarni" wyszło zbiorowe wydanie dwóch książek szwedzkiej pisarki: "Dzieci z ulicy Awantrników" i "Lotta z ulicy Awanturników". Na dodatek po raz pierwszy z cudownymi, kolorowymi ilustracjami Ilon Wikland.
"Tatuś mówi, że w naszym domu było całkiem spokojnie, zanim pojawiły się dzieci" mówi Mia Maria, bohaterka pierwszej opowieści. Mia Maria to młodsza siostra Jonasa i starsza siostra rozkapryszonej, marudnej i niezwykle upartej Lotty, która wszystkim daje się we znaki i bardzo trudno okiełznać tę małą łobuziarę. Rodzeństwo mieszka w żółtym domu na ulicy Garncarzy, ale od rana do wieczora jest tam taki harmider, że zdaniem tatusia należałoby zmienić nazwę ulicy na Awanturników. Tak rozpoczyna się barwna opowieść o rodzinie Nymanów i zapewniam, że wielokrotnie uśmiechniecie się podczas lektury, bo sytuacje przedstawione w tych opowieściach są po prostu z życia wzięte...
Astrid Lindgren przyzwyczaiła czytelników do zabawnych historii, których bohaterami są dzieci w różnym wieku. Jej książki to ponadczasowe opowieści, które czyta się z ogromną przyjemnością, bo prezentują dziecięcy sposób postrzegania świata, dziecięcą fantazję, spontaniczność, beztroskę i niesamowitą odwagę. W książkach szwedzkiej pisarki dziecko jest w centrum zainteresowania, to na nim skupia się cała uwaga, ono jest najważniejsze. I nie ma w tym absolutnie nic dziwnego, bo dla Astrid Lindgren dzieci były najważniejsze.
2017-02-27
yllla [30]
"Przygody dzieci z ulicy Awanturników" to zbiorowe wydanie dwóch książek o przygodach małej Lotty: "Dzieci z ulicy Awanturników" oraz "Lotta z ulicy Awanturników". Książka ta zawiera 15 opowiadań o pomysłowych dzieciach z rodziny Nymanów oraz piękne ilustracje autorstwa Ilon Wikland.
Główną bohaterką książki "Przygody dzieci z ulicy Awanturników" jest mała, około pięcioletnia Lotta. Dziecko pełne fantazji, uparte i nie raz kapryśne. Lotta jest rówieśnicą mojej córki, pewnie też dlatego od razu dziewczyny się polubiły. Lotta sama oczywiście nie wiele by zdziałała, wiadomo w grupie siła. W codziennych harcach towarzyszą jej jednak starszy brat Jonas i siostra Mia Maria, a czasem również Anna Klara i Totte, czyli cioteczne rodzeństwo Lotty. W takiej gromadce dzieci w różnym wieku nuda nie grozi. Codzienność obfituje w przygody, które dorosłych o gęsią skórkę mogą przyprawić. Opuszczanie pociągu podczas podróży do dziadków, wypadanie z okna, cięcie nowiutkiego swetra, czy też wyprowadzka z domu, to nieliczne przykłady pomysłowości rodzeństwa Nymanów. A wszystko to okraszone sporą dawką humoru.
W pierwszej chwili, patrząc na grubość książki oraz stosunek treści do ilustracji mogłoby się wydawać, że "Przygody dzieci z ulicy Awanturników" to książka są dla starszaków, umiejących już czytać. I owszem, z pewnością dzieci posiadające już umiejętność samodzielnego czytania z przyjemnością tę książkę przeczytają. Nie mniej spodoba się ona i młodszym czytelnikom. Powiedziałabym, że tak jak i bohaterowie książki są w różnym wieku, tak i jej czytelnicy, bo i dorośli będą czerpać przyjemność z lektury tej książki. Odniosłam wrażenie, że moja pięciolatka nie do końca jeszcze rozumiała komizm sytuacji, jednak z zaciekawieniem słuchała przygód Lotty i jej rodzeństwa. Ja natomiast co rusz uśmiechałam się, a nawet śmiałam się w głos.