Najnowsza recenzja:
2011-03-11
katarzynam [1]
Trochę się tej książki obawiałam. Kilka powodów było, primo moja Mama się zainteresowała nią a ja ostatnio coraz mniej ufam Mamie w książkowych polecankach, secundo i chyba najważniejsze było iż w niektórych stronach okrzyknięto książkę następcą sławetnego „Rozlewiska”. Rozlewisko było dla mnie traumą, więc trudno się dziwić, że sceptyczna byłam. Kiedy jednak skończyłam Browna poszukiwałam lektury podróżnej(nie jakiejś ambitnej i przygnębiającej). Wzięłam zdjęłam z półki i o Mamo. Ładna mi lektura podróżna, którą połknęłam w dwa dni i znów muszę rozważać co jutro włożę do torebki.

Książka z którą „Cukiernia” mi się kojarzy to „Panny i wdowy” przy czym korzyść bezsprzecznie na rzecz „Cukierni”. Fenomenalna wprost saga, która wciąga od pierwszych stron i rzuca nas w wir historii. Pisana pięknym językiem z dbałością o realia(koronkowa robota doprawdy). Poznajemy wielu, wielu bohaterów razem z nimi uczestniczymy w codziennych smutkach i radościach. Takie życiowe, zazwyczaj na beczkę soli przypada łyżeczka miodu. Wiele smutnych historii się dzieje i prawdą jest, że przeszłość wraca, zawsze.

Nie jest to książka przygnębiająca, czyta się ją wprost fenomenalnie i mimo iż pracuje mi się radośnie i dobrze nie mogłam się doczekać, kiedy w robocie się pożegnam i siądę na przystanku poczytać.
Bez najmniejszego mrugnięcia okiem, całkiem szczerze polecam!!

I razem z Mamą dołączamy do oczekujących kolejnego tomu