Najnowsza recenzja:
2014-08-11
PaulaK [30]
Chyba każdy z nas ma co jakiś czas taki etap, że chciałby zmian w swoim życiu, mniejszych czy większych, ale jakiejś odmiany, nowości, która przyniosłaby nam zadowolenie i większy komfort. Ludmiła Piasecka swoją bohaterkę postawiła przed małą rewolucją, która miała zmienić jakość jej egzystencji, by była pełniejsza, uważniejsza, lepsza. Celowo napisałam „małą”, bo nie chodziło o wywrócenie wszystkiego do góry nogami, a bardziej o szczegóły, które sprawią, że Majka będzie się lepiej czuła, a im bardziej ona będzie szczęśliwa, tym bardziej udzieli się to jej otoczeniu, dając w zamian ład wewnętrzny i harmonię zewnętrzną.

Początkowo obawiałam się, czy autorce nie zabraknie fantazji, by zapełnić Majce ten czas. Na szczęście moje obawy okazały się płonne i z coraz większą ciekawością kibicowałam kolejnym pomysłom bohaterki. Powieść napisana jest specyficznym językiem, ale oryginalnym i mocno zindywidualizowanym. Muszę przyznać, że pierwsze kilkanaście stron czytało się mi się ciężko; dopiero z czasem wgryzłam się w taki rodzaj narracji i doceniłam jej walory. Coraz mocniej urzekały mnie porównania i połączenia słów, które do tej pory nie wydawały mi się zbieżne, by przywołać tylko „kalafiory chmur”. Myślę jednak, że przytaczanie tutaj innych przykładów nie ma większego sensu, bo dopiero całość pozwala w pełni docenić tę subtelną nutę i piękno stylu. Dzięki temu Piasecka nadała również ton niespieszności oraz niejako wymusiła większe skupienie – przez „52 tygodnie” nie da się przemknąć błyskawicznie. Następujące po sobie zadania Majki, opisane tak poetycko, skłaniają do zatrzymania się i zamyślenia. Nie bez znaczenia jest także to, że można z nich czerpać inspirację dla siebie, choćby wykorzystać przepisy na muffinki, którym poświęcony był jeden z tygodni.